Kiedyś się nauczę.

Dodano 22/08/2016, w Bez kategorii, przez szczurek

_DSC0200 (2)

 

Proszę Państwa,

10 lat w tym związku, a ja nadal się nie nauczyłam, że za dobrze nigdy nie będzie.
Mimo wszystko i tak tu jestem. Dlaczego?
Bo nadzieja, ludzie i momenty.

 

 

 

 

 

 

Nie chce mi się

Dodano 01/12/2015, w Bez kategorii, przez szczurek

 

Ile razy to słyszałeś?

Ile razy to powiedziałeś?

 

O motywacji, a raczej jej braku pewnie nie raz słyszeliście. Ba! Sami obu tych zjawisk doświadczyliście.
Nie spodziewajcie się tutaj umoralniającego wywodu, że MUSI się Wam chcieć.
Otóż, uwaga! Może Wam się nie chcieć.

Nie dlatego, że jesień, że koc, ciepła herbata i książka. Że depresja. Nie.
Odkrywcze to zapewne nie będzie… Jesteście ludźmi. Może Wam się nie chcieć. Możecie być zmęczeni i spędzić 5 dodatkowych godzin w łóżku. [To tak zwana regeneracja sił, czy coś... ]

Oczywiście pisząc te słowa jestem świadoma, że moja kadra szczepu, harcerze i inni instruktorzy będą czytać to. W tym miejscu Was gorąco pozdrawiam :)
Potem będziecie mogli się tłumaczyć dlaczego czegoś nie zrobiliście „a bo przeczytałem u Szczurka, że może mi się nie chcieć, więc odpuściłem…”
No i tu jest haczyk.

Bowiem jest różnica między „Nie chce mi się”=jestem zmęczony, muszę poukładać sobie priorytety, a „nie chce mi się”=(mówiąc kolokwialnie i bardzo brzydko) wyjebane mam.

Pisałam tu albo myślałam, żeby napisać tu o potrzebie rozmowy. Kolejne „wielkie” odkrycie…
Nic tak nie oczyszcza atmosfery i nie wyjaśnia sporów i konfliktów jak szczera rozmowa.
Jeśli chcesz z czegoś zrezygnować, może coś zmienić, spróbować czegoś nowego, jednocześnie musi się to wiązać z opuszczeniem jakiegoś środowiska. Nie bój się. Nie bój się o tym powiedzieć swojemu przełożonemu.
Jeśli jest mądry-zrozumie. Jeśli nie jest mądry-nie współpracuj z nim.

Będąc drużynową, a teraz komendantką szczepu nauczyłam się [choć szczerze mówiąc nie wiem na jakim etapie] nie naciskać.
Nie raz słyszałam, że drużynowy/a „już tego nie czuje” „muszę odpocząć”. Oczywiście jest to jakiś cios, porażka. Że nie potrafię odpowiednio motywować, inspirować i pobudzać do działania. Z drugiej zaś strony wiedziałam, że jeśli chce odejść to i tak to zrobi. Czy wróci? Tego często sama osoba zainteresowana nie wie.

Nie raz słyszałam…
To też nie do końca jest prawdą. Zdarzyło mi się bowiem czytać.
I tu mamy przykład braku odwagi brania odpowiedzialności za swoje działania.
Nie byłabym sobą, gdybym jednak nie spojrzała na tę sprawę z innej perspektywy. Brak zaufania do mnie? Strach, że będę nieprzyjemna?
Może. Nie wiem. Mogę gdybać.

Podsumowując moje wywody.
Należy odróżnić kiedy i w jakiej sferze swojego życia nam się nie chce, a kiedy mamy ten drugi, kolokwialny stan…
Rozmawiać i brać na barki swoje decyzje. Przede wszystkim z pokorą i spokojem.

 

 

 

#koncert #pogo #kultura

Dodano 18/05/2015, w Bez kategorii, przez szczurek

Dzisiaj trochę z innej półki. Chyba tej wyższej, choć nie zawsze.
Mianowicie, o kulturze. Tej osobistej, którą można poznać na każdym kroku, a najbardziej to w tłumie. Na koncercie.
Miałam przyjemność bawić się na niejednym koncercie. Różnych gwiazd, w różnych miejscach. Da się zauważyć różnice w zachowaniu.
W dużej mierze jest to zależne od tego kto gra, czyli jaka grupa wiekowa będzie przeważać na widowni.
One Republic-Nosowska
Gwiazdy wielkiego formatu, na skalę światową.
Pierwsze co zauważyłam to oczywiście wspomniany już wcześniej wiek. Na koncercie amerykańskiego zespołu średnia ok 13-17lat. U pani Kasii  25+.
Podczas zabawy przy muzyce One Republic mimo, że od sceny byłam jakieś 4metry to mało co widziałam. Jedyne, co mnie ratowało to mój wzrost, który w takich chwilach doceniam.
To co mi przeszkadzało… to ręce i telefony.  I nie wiem czy to moja zazdrość, że nie mam iPhone6 czy też chęć przeżycia tego koncertu jak najpiękniej..
Rozwrzeszczane i przepychające się nastolatki-czasami się zastanawiam czy słowo „przepraszam” rzeczywiście jest za długie/trudne/niewarte powiedzenia…
Jednak nadzieja w ludzi powraca, kiedy bierze udział się w koncercie takim jak wczoraj.
Miejsce inne, mniej ludzi, starsi, dojrzalsi. Spokój, żadnych przepychanek, czas na wzruszenie, podniecenie, przeżycie. Żadnych rąk, telefonów i pogo.

Mam świadomośc tego, że trudno jest porównywać takie gwiazdy.
Jednak chodzi mi najbardziej o nas. O fanów, słuchaczy, którzy tworzą atmosferę tego wydarzenia…
Więcej powie Wam na ten temat -> Kwiatkowski.

 

Czuj.

Dodano 08/05/2015, w Bez kategorii, przez szczurek

Mimo tytułu i całego mojego szacunku dla zuchowatych to nie będzie wpis o najmłodszych członkach naszej organizacji. Choć poniekąd…

Dawno myślałam, żeby o tym napisać. Dawno już to zauważyłam. Najbardziej na sobie. Do napisania jednak zachęcił mnie jeszcze bardziej artykuł z joemonster. –> o ten.

„Nikt z nas nie otrzymuje poradnika dotyczącego wychowania.”

Otóż to.
Każdy drużynowy, wychowawca staje bardzo często przed wyborem wielu możliwości rozwiązania pewnych sytuacji. Skąd wiemy, że rozwiązanie jest dobre? Robimy to na czuja.
Nawet najlepszy kurs, szkolenie czy warsztat nie da Nam-wychowawcom recepty na problemy. Często nie jesteśmy przygotowani na to z czym do nas przyjdą nasi harcerze. Często nas samych przerastają ich problemy. A mamy ich za dzieciaki, ktore nic nie wiedzą o życiu…

Mimo, że nie jestem już drużynową to sobie i wszystkim wychowawcom, aby ten CZUJ był właściwy. Aby nasze słowa celnie trafiały w sedno sprawy, a nasze intencje [o ile są dobre] były dobrze odbierane. Przede wszystkim życzę Nam wytrwałości w tym wychowywaniu.

Jagodo-Tobie życzę motywacji i siły. Odważna jesteś, a tolerancji Ci nie brakuje. Uśmiechu i prawdziwego działania!

 

Nadal nie wierze, że to się stało.

9 lat.

Dodano 01/03/2015, w Bez kategorii, przez szczurek

 

Dziś mija 9lat od mojej pierwszej zbiórki.
Zdążyłam się przyzwyczaić do zakładania munduru minimum raz na tydzień, nieprzespanych nocy, swojego fałszowania przy ognisku,konfliktów.

Tylko do jednego nie jestem w stanie się przyzwyczaić.
Do momentów.
Do momentow, które mnie zachwycają. Sprawiają, że nie wiem co powiedzieć lub też w drugą skrajnośc-gadam jak najęta.
Ostatnim takim momentem było świecowisko na zimowisku szczepu, które prowadziła moja przyboczna-Jagoda.
Nie będę go opisywać. Zaufajcie mi, chcialibyście tam być. Najlepszym potwierdzeniem tego co mówię, jest fakt, że moment świecowiska wywołał w harcerkach z drużyny takie emocje, że płakały. Ze szczęścia, złości, smutku i radości jednocześnie. Ja sama byłam nim zachwycona. Nie tylko pomysłem, ale również samym przeprowadzeniem go. Doborem słów i piosenek.

Już dziękowałam Ci Jagodo, jednak tego nigdy za dużo.Dlatego jeszcze raz DZIĘKUJE za ten moment…

A dzisiaj z okazji swoich 9. urodzin wzięłam udział w biegu „Tropem Wilczym” zorganizowanego z okazji Dnia Żołnierzy Wyklętych.
Dobiegłam, nic sobie nie zrobiłam.
I co piękniejsze-miałam numer startowy 58.

Z planami w głowie, z nadzieją w ludziach życzę sobie kolejnych dziewięciu lat.

 

 

Otagowane:  

Mam 20 lat i piątkę dzieci.

Dodano 08/02/2015, w Bez kategorii, przez szczurek

 

 

20 jesieni. 9 lat w ZHP. Od 3 lat instruktorka, od 6 miesięcy podharcmistrzyni. 5 dzieci. Trochę liczb, trochę faktów.

Moje dzieci mają od 16 do 21 lat. Chodzą do różnych szkół, mają różne zainteresowania, inne nazwiska i są różnej płci. Genetycznie nie jesteśmy powiązani w żaden sposób.

A tak naprawdę to „tylko” moi harcerze, podopieczni, próbanci. Udało mi się swoją postawą wyrobić u nich autorytet. To właśnie aspekt, który należy poruszyć, bo często zapominamy o jego mocy. Nie wyobrażam sobie, aby otwierać próby u osób, których nie znamy, którym nie ufamy i do których boimy się przyjść z problemem. I to powinno działać również w drugą stronę. Osoba otwierająca jakąkolwiek próbę, powinna poszukać takiej osoby, z którą się dobrze dogaduje. Również bez względu na to, czy są to próby wędrownicze czy instruktorskie, opiekun powinien być osobą z odpowiednią wiedzą i umiejętnościami. Nie bez powodu są wytyczne odnośnie tego, kto może być opiekunem na różne stopnie.

Jeśli chodzi o rozpisywanie próby, to ja mam już wypracowany system. Oczywiście z każdym próbantem spotykam się indywidualnie, aby jak najbardziej skupić się na danej osobie. Przed umówionym spotkaniem zadaję wędrownikowi zastanowić się nad tym, co chce zrobić podczas próby. Pod względem harcerskiej służby, życia prywatnego, edukacji, rozwoju swojej pasji. Następnie zagląda do wymagań na dany stopień i dopasowuje swoje pomysły do wymagań. W ten sposób próbant nie robi czegoś na siłę, robi to, co sam chce – a co za tym idzie, próba jest przyjemniejsza i po zdaniu czuje większą satysfakcję. Zastanawia się nad tym sam, aby na spokojnie i bez żadnej presji wybrać to, co dla niego najlepsze. Jest to bardzo dobry sposób, aby już samo spotkanie przebiegło szybko i konkretnie. Wtedy rola opiekuna ogranicza się do zweryfikowania, czy zadanie odpowiada danemu wymaganiu i czy jest dobrze ułożone stylistycznie. Oczywiście warto analizować zadanie metodą SMART.

Moment otwarcia próby to tak jakby nowy, mały etap w życiu. Nie tylko harcerskim, ale także prywatnym. Przecież nie wszystkie zadania tyczą się harcerskiej służby. Obojętnie czy to Kapituła Stopni Wędrowniczych czy Komisja Stopni Instruktorskich, próbant odczuwa „lekki stresik”. Rola opiekuna jest wtedy ogromna. Nie polega na tym, aby pocieszać, mówić „będzie dobrze”. Bo będzie. Chodzi wyłącznie o bycie. Fizyczne bycie. Ja osobiście zawsze wolałam, aby mój opiekun był ze mną. Czy to w momencie otwierania czy zamykania stopnia. Czułam, że w momencie, kiedy nie będę wiedziała, co powiedzieć, on mnie poratuje.

Sam przebieg próby powinien odbywać się przy jak najmniejszej ingerencji opiekuna. Zadacie sobie pytanie: „Jak to? Dlaczego?”. Próba nie jest moja – opiekuna, tylko moja – próbanta. Opiekun w tym czasie to podpora. Jest potrzebny, kiedy sobie z czymś nie radzimy, nie wiemy, jak zacząć czy też brak nam motywacji. Najważniejszą rzeczą, jaką sobie cenię na polu próbant – opiekun, to szczerość. Rozmowy bez owijania w bawełnę. Coś mi nie wychodzi – idę do opiekuna. Nie radzę sobie z zadaniem  – idę do opiekuna. Dlatego bycie opiekunem wbrew pozorom jest wymagające. Czasami to prosta sprawa, kwestie organizacyjne czy też informacyjne co/gdzie/jak/kiedy może załatwić. Zwykle to jednak bardziej skomplikowana sytuacja. Brak pozwolenia rodziców na samodzielną wędrówkę, brak pieniędzy, brak perspektyw, brak pomocy od innych. Głowa opiekuna powinna być pełna pomysłów.

Po zrealizowaniu próby nadchodzi czas wręczenia stopnia/podkładki/naramiennika. Jak powszechnie wiadomo, powinien to być ważny moment, odpowiednio zorganizowany i przeprowadzony. Osobiście trochę mnie to bawi, bo przecież nikt głupi nie jest i doskonale wie, jaka jest kolej rzeczy. Jeśli zdałem próbę – nadchodzi również czas nadania stopnia. Jednak lubimy sobie utrudniać życie. Kombinujemy, załatwiamy, staramy się, aby zainteresowany się nie dowiedział o niczym. Wtajemniczamy rodziców, przyjaciół, czasem klasę, ludzi z dworca. Wszystko po to, aby nasze dziecko poczuło się przez chwilę wyjątkowe. Oczywiście są ku temu powody. Próby w wieku wędrowniczym są już czymś wielkim. Są bardziej wymagające i ambitniejsze. Często przełamują nasze ostre granice. Jako osoby, które zrealizowały próbę, chwalmy się tym, szczyćmy. Pokażmy, że można robić coś systematycznie i wytrwale, aby udowodnić samem sobie, że można.

Mam 20 lat i chcę mieć szóste dziecko.

 

http://generator.eskaut.pl/mam-20-lat-i-piatke-dzieci/

 

Otagowane:  

Po śmierci będę żyć.

Dodano 31/01/2015, w Bez kategorii, przez szczurek

 

Zbliża się Dzień Myśli Braterskiej, moja mała rocznica oddania krwi po raz pierwszy. W tym roku nie będę mogła jej oddać, ale udaje mi się to robić regularnie.

Jednak dzisiaj nie o krwi, a o narządach.
We wakacje zdecydowałam się na podpisanie oświadczenia woli.
Tak samo jak fakt zrobienia tatuażu i oddawania krwi była to przemyślana decyzja.
Fakt, że po śmierci nadal będę mogła pomóc, w jakiś sposób odciąża mi psychike. Jeśli tylko stan moich narządów będzie dobry możliwe, że kiedyś ktoś będzie nosić moje serce, nerki, wątrobę, płuca…
Tak samo jak o stan kości, stawów, skóry, paznokci, włosów staram się dbać o stan moich narządów.
Na pewno abstynencja i brak zażywania używek mi w tym pomaga.

Nie nazwałabym tego wyrzeczeniem Nigdy tego nie robiłam, jednak świadomość tego, że mogę nie jednej osobie pomóc sprawia, że chce się bardziej zadbać o siebie za życia, aby po śmierci część mnie jeszcze żyła.

Jak to zrobić?
Wystarczy wejśc na stronę https://www.dawca.pl/  i zamówić oświadczenie.
Jeśli masz jakieś wątpliwości/pytania to na tej stronie znajdziesz wszystkie potrzebne informacje.

 

 

Otagowane:  

 

Za co kochasz ZHP?

„Kocham ZHP ze względu na ludzi, momenty, emocje i wyzwania.”

drużynowa 58 DSH M.O.S.T.
dh. Paulina Wasielewska

Pomimo tego, że tamten okres w otchłaniach mojej pamięci widzę jak przez mgłę, ten jeden dzień rysuje się w mojej pamięci dość ostro. Co wtedy jadłam na śniadanie raczej Wam nie powiem, ale za to wiem co miałam na sobie, a to już sukces, biorąc pod uwagę fakt, że moja pierwsza zbiórka miała miejsce w maju 2008 roku. Minęło już tak wiele lat, a ja czasami wciąż czuję się tak, jakby to było wczoraj. Przyszłam tam, nie mając nic do stracenia. Tak jak wielu innych, którzy przyszli tam wtedy ze mną.

„Dlaczego kocham ZHP? Bo to coś czym żyję. To tutaj poznałem najwspanialsze osoby w swoim życiu, dzięki którym każdy szary dzień staje się wyjątkowy. ZHP otworzyło mi ścieżki, które gdzie indziej, byłyby nieosiągalne. Dzięki byciu harcerzem zrozumiałem co chciałbym robić w przyszłości i co daje mi szczęście. Odkryłem swoje talenty i zainteresowania. Kocham ZHP dlatego, że patrząc na swoich podopiecznych czuję tą dumę z tego, że mogę być ich mentorem. Że nie wstydzą się przyjść do mnie po radę i pomoc.

dh Eryk Nawrocki

„Za wspaniałych ludzi, doświadczenia, przyjaźnie, miłość, braterstwo, wspólnotę, Za to że pomaga w życiu, pozwala uciec od złych chwil, wyciąga z każdego bagna. Kocham ZHP, ponieważ tworzy przyjaźnie na całe życie

Przyboczny w PDHS XI Szczepu Hufiec Piast Poznań Stare Miasto
dh Antek Tomkowiak

Przychodząc na pierwszą zbiórkę, nie miałam zielonego pojęcia jak wiele zmieni ona w moim życiu. Myślałam, że to tylko taka śmieszna zabawa, może kogoś poznam, może „będzie fajnie”. Jestem też niemal pewna, że inni myśleli podobnie. Każdy z Nas przyszedł tam z określonego powodu. Jedni szukali zapychacza czasu, inni zostali tam zaciągnięci przez rodzinę czy znajomych, jeszcze inni nasłuchali się opowieści rodziców i dziadków, więc chcieli na własnej skórze poczuć jak to jest…

Zawsze w gronie harcerzy mogę liczyć na poprawę humoru, i wyciągnięcie mnie ze złego nastroju.(…) dzięki byciu harcerzem stałem się też bardziej otwarty na ludzi. Kiedyś byłem bardzo nieśmiały, izolowałem się od ludzi, a dziś jest zupełnie inaczej. Uwielbiam zawierać nowe znajomości, rozmawiać z ludźmi i spędzać z nimi czas. ZHP obudziło we mnie również wszystkie pasje, bez których dziś większość przyjaciół i znajomych nie wyobraża sobie mnie. To właśnie w ZHP zacząłem grać na gitarze, odkryłem w sobie zamiłowanie do wspinaczki, zacząłem tworzyć pokazy fireshow, a dziś mam własną grupę, „zajarałem się” ratownictwem. Wiem, że nic innego nie zapewni mi w życiu tylu wspaniałych wspomnień, nie nauczy mnie tylu przydatnych rzeczy, i nie wykreuje we mnie tak wielu dobrych cech jak właśnie ZHP „

drużynowy 22 ŚDH w Ostrowie Wielkopolskim
dh Andrzej Szusterkiewicz

Ja czułam się jak Mały książę, który przybył na nową planetę, w poszukiwaniu przyjaciół. I znalazłam ich, choć nie na początku. Przyszedł nawet taki moment, kiedy postanowiłam rzucić to wszystko i po prostu sobie odpuścić. Nie, to nie jest ten moment, w którym zacznę pisać „ale tego nie zrobiłam, bo ZHP jest super bla bla bla”. Zrobiłam to. Tak, odeszłam. Przestałam chodzić na zbiórki, mundur wylądował na samym dnie szafy…

„Harcerstwo kocham za to że nie próbuje mnie zmienić i akceptuje mnie takiego jakim jestem.

Drużynowy 1 Pleszewskiej GZ „Młode Wilki”
dh Mikołaj Tymecki

„Za to, że poznałem w nim swoją obecną żonę :) Za to, że ciągle mnie zaskakuje i stawia nowe wyzwania.”

Tajemniczy druh z Poznania

Jednak, skoro piszę ten tekst, to znaczy, że wróciłam. Już parę lat temu. Zakochałam się w harcerstwie i naprawdę, nie ma sensu, żebym teraz przekonywała Was, że warto. To po prostu trzeba przeżyć. Poczuć tak jak poczułam to ja i inni harcerze, których wypowiedzi cytowałam pomiędzy akapitami.

 

Ja właśnie przeżywam największą przygodę swojego życia! Naprawdę wolisz spędzić popołudnie przed monitorem, zamiast przeżyć ją ze mną?

przyboczna 58 DSH M.O.S.T.
dh. Jagoda „Pajka” Chlasta

PS A za co Ty pokochasz harcerstwo?

Tekst powstał na potrzeby naboru do drużyna starszoharcerskiej
Autorką jest Jagoda.

Otagowane:  

Czasem czuję się jak gwiazda porno…

Dodano 21/01/2015, w Bez kategorii, przez szczurek

Nie dlatego, że wyglądam jak one. Bo nie wyglądam.
Nie dlatego, że się tak zachowuje. Bo tak nie jest.
Jedno mnie z nimi łączy. Fakt, że ludzie wiedzą więcej o mnie niż ja sama.

Wiedzą co przeżyłam, co siedzi w mojej głowie, dlaczego postępuje tak, a nie inaczej. Co czuje. Czasem nawet wiedzą lepiej gdzie byłam, co mówiłam i co jadłam. Doklejają mi łatki, szufladkują…

Komendant mojego hufca powiedział niedawno „Najwięcej złego mówią o osobach, które robią dużo dobrego na rzecz hufca.”  Może nie dokładnie tak, ale sens jest zachowany.
I zgadzam się z tym. Nie wiem dlaczego tak jest… Gdzie tu logika? Niestety taka jest prawda.

I dementując wszelakie plotki…
Nie, nie będę startować w wyborach na komendanta hufca.

:]

Otagowane:  

Wielozadaniowość drużynowego.

Dodano 02/01/2015, w Bez kategorii, przez szczurek

Historia, samarytanka, piosenki, znaki patrolowe, jak rozpoznać drzewo po liściu, azymut, mapa, musztra,odpowiednie zachowanie…

Właśnie to i jeszcze więcej „leży” na głowie każdego drużynowego. Trudno nad wszystkim zapanować, poukładać, pamiętać.  Myślę, że każdy drużynowy bierze sobie na ambicję, aby jego drużyna była dobra. Aby się pozytywnie wyróżniała, osiągneła coś, wygrała rajd…

Jeśli uczy w ten sposób zdrowej, uczciwej rywalizacji to ode mnie ma na wejściu owacje na stojąco.

Jednak jesteśmy Polakami.  I tak jak ostatnio to powiedział miły, starszy Pan my każdemu zazdrościmy. Nie jesteśmy w stanie cieszyć się z osiągnięć innych. Czy to chodzi o zdobycie nowej, dobrze płatnej pracy czy też zdobycia I. miejsca na rajdzie. Jest w naszej głowie mały diabełek, który mówi „aa, to pewnie przez to, że w komendzie rajdu jest dziewczyna drużynowego wygranej drużyny”.
NIE! Oni wygrali, bo się strali! Dobrze się przygotowali, mieli zapał i to nie słomiany, dobrze się zorganizowali i poradzili sobie z zadaniami. Czy to jest takie trudne do zrozumienia?

Jasne, każdemu drużynowemu jest troche żal tego, że nie usłyszał numeru swojej drużyny w czasie ogłaszania wyników. I ten natłok myśli, gdzie jedną z nich [mam nadzieje] jest, że za rok to oni zajmą miejsce na podium, tym najwyższym schodku, bo się lepiej przygotują.

To wszystko wiażę się z pokorą.
Jednak to ja jako drużynowa muszę sobie uświadomić, że moi harcerze nie są zbyt wyszkoleni z pierwszej pomocy, bo za mało poświęcam jej uwagi na zbiórkach. Z chęcią ukłonię się przed drużynowym, który potrafi wszystko ładnie zrównoważyć. Naprawdę.

Każda taka sytuacja jest ważna. Oczywiście jeśli z nich wyciągami wnioski i wprowadzamy w życie.

Dlatego też sobie i Tobie życzę pokory. I dużo oklasków.

 

 

  • RSS
  • RSS
  • Facebook
  • Facebook